Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Jakub Banasiak   Tydzień z zaklinaczem delfinów
0

Tydzień z zaklinaczem delfinów

 

Delfiny z raf wokół egipskiej Hurhgady nie mają łatwej sytuacji. Borykają się nie tylko z naturalnymi wrogami, ale też z coraz większą presją turystyki i świata nurków. Na szczęście mają coraz więcej obrońców. Wspaniałą robotę robi organizacja Dolphin Watch Alliance, badająca ich populację. W ich ochronę włącza się coraz więcej nurków, freediverów badaczy i fotografów przyrody. Wśród nich wyróżnia się szczególnie Eric Demay. Spędziłem z nim w listopadzie 2017 r. tydzień na łodzi na M. Czerwonym. Poznawanie go było  nie mniej pasjonujące jak podpatrywanie życia butlonosów. Do dziś nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, kim jest Eric. Na pewno wielkim miłośnikiem delfinów, znawcą ich behawioru, doskonałym fotografem... Jednak najbardziej pasuje do niego określenie - zaklinacz delfinów.

Jak bowiem inaczej nazwać człowieka, który na delfinich rafach potrafi znaleźć te zwierzęta w zupełnie innych miejscach niż wszyscy inni, chętni do pływania z tymi ssakami? Jak określić przewodnika, który, żeby znaleźć delfiny bardziej spogląda... w głąb siebie niż na powierzchnie morza?  Skąd Eric wie, gdzie ich szukać? Jakim cudem zgaduje, gdzie i kiedy pojawi się stado? I czy w ogóle pojawi się o tej porze dnia? Dlaczego pod wodą delfiny podpływały od razu do niego, ignorując inne osoby pływające w pobliżu? Dlaczego przede wszystkim nim są zainteresowane?

Wyprawa z Eric’em obfitowała właśnie w takie zaskakujące i magiczne momenty. Na początku rejsu razem z pozostałymi uczestnikami byliśmy lekko zdezorientowani tym co się dzieje. Cumując na delfinich rafach, rano z niepokojem i lekką zazdrością patrzyliśmy na pontony z innych łodzi nurkowych, odpływające właśnie w poszukiwaniu delfinów, podczas gdy my wciąż pozostawaliśmy na pokładzie. Dopiero po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach ruszaliśmy naszym zodiakiem, i to najczęściej  w zupełnie przeciwnym kierunku. Ale to właśnie na naszej marszrucie, ku naszemu zaskoczeniu i wielkiej radości, po chwili pojawiały się charakterystyczne szare płetwy. I to z nami pozostawały często dłużej niż z innymi. Tak było prawie każdego dnia.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat moich działań na rzecz ochrony delfinów miałem okazję uczestniczyć w wielu wyprawach badawczych i towarzyszyć wielu naukowcom i znawcom waleni. Wyposażeni w hydrofony, aparaty do fotoidentyfikacji, specjalne tablety do nanoszenia wyników obserwacji, GPS, przepływaliśmy dziesiątki mil na różnych akwenach, licząc na spotkanie z delfinami.

Z Ericem wszystko było inaczej. Nie było żadnego protokołu badawczego, żadnej agendy, nawet żadnego sztywnego harmonogramu dnia. Bo też nie to jest celem i sensem wypraw delfinowych z Ericem. Jak sam określa, rejsy z nim to bardziej doświadczenie spotkania z delfinami niż badanie delfinów. W czasie tych rejsów my ludzie jesteśmy gośćmi w ich domu, na ich prawach i z poszanowaniem ich dobrostanu. Tydzień na łodzi i w wodzie z Ericem i delfinami sprawił, że wszystko stanęło na głowie. Albo raczej... wszystko wróciło na swoje miejsce. Bo na dotychczasowych wyprawach to badania były najważniejsze, to ekipa badawcza i cele projektu badawczego rządziły wszystkim. A tu najważniejsze są delfiny. I mimo, że w czasie tej wyprawy również zbierany był cenny materiał foto-video, ważny  z punktu widzenia ochrony delfinów, wszyscy jako uczestnicy czuliśmy, że  najważniejszy jest tu dobrostan zwierząt, że to one wyznaczają rytm wszelkich naszych aktywności.

A przy tym materiał filmowy i fotograficzny zbierany przez Erica okazuje się bardzo cenny. Badania delfinów, w których do tej pory uczestniczyłem na Morzu Śródziemnym i na Morzu Północnym, skupiały się na aktywności zwierząt na powierzchni morza i wykorzystywały klasyczną technikę fotoidentyfikacji w oparciu o kształt i szczegóły morfologiczne płetwy grzbietowej. Zdjęcia podwodne Erica i dokumentacja filmowa, którą robiliśmy podczas naszych listopadowych spotkań z delfinami, siłą rzeczy pozwalały na znacznie więcej. Dawały okazję nie tylko do identyfikacji poszczególnych osobników, określania ich płci, nowych znaków szczególnych, ale także pozwalały ocenić ich stan zdrowia, strukturę stada, rodzaj aktywności, zaburzanej często przez nurków, freediverów i osoby chcące po prostu pływać z delfinami. Ponieważ wyniki naszej pracy były codziennie na bieżąco raportowane do zespołu Angeli Ziltener z Dolphin Watch Alliance działającego na M. Czerwonym i zestawiane z ich obserwacjami, można było wysnuwać dodatkowe wnioski dotyczące kondycji poszczególnych stad, wzorców wędrówek a także wpływu łodzi nurkowych i turystycznych na ich funkcjonowanie.

Przy okazji fascynujace było obserwowanie Erica , gdy szukał delfinów. Gdy już wybraliśmy daną rafę, Eric z charakterystycznym dla siebie skupieniem, pocierając podbródek, przyglądał się ruchom fal, rozstawowi łodzi cumujących przy rafie, zestawiał to z miejscem, gdzie po raz ostatni udało się nam dostrzec płetwy delfinów, z godziną na zegarku, wysokością słońca nad linią horyzontu....  Po czym ruszaliśmy zodiakiem na poszukiwania.

Mieliśmy nieodparte wrażenie, że Eric za każdym razem bardziej czuł niż wiedział, co trzeba zrobić i gdzie trzeba płynąć. I zazwyczaj trafiał w dziesiątkę.

Może ten niezwykły feeling jest darem, a może to po prostu wynik wieloletniego obcowania z delfinami w różnych zakątkach globu.

Wszystko zaczęło się od pierwszych kontaktów z dzikimi delfinami w Australii w Bunbary niedaleko Perth, gdzie delfiny od lat przypływają na plażę i gdzie mieści się Dolphin Discovery Center (DDC). Gdy pojawił się tam Eric, który w tamtym czasie nie miał pojęcia o delfinach i niespecjalnie się nimi interesował, to właśnie do niego podpłynął delfin o imieniu U2 i wyraźnie zachęcał do wspólnego pływania i zabaw. Kolejnego dnia U2 nakłaniał Eric’a,  by odpłynęli daleko w morze. Gdy wypłynęli na otwarte wody zatoki (notabene pełnej rekinów), delfin co chwila upewniał się, czy człowiek za nim podążą i czy starcza mu sił. Okazało się, że nie była to zabawa. Na otwartym morzu oczekiwał inny delfin - samica, która wydawała bardzo dziwne, płaczliwe dźwięki i której z tułowia wystawało coś zaskakującego. Jak się okazało, właśnie rodziła. Było to coś niesamowitego. Gdy Eric wrócił na brzeg, nikt poza jedną osobą nie chciał uwierzyć w tę historię. Nikt z pracowników Dolphin Discovery Center bowiem wcześniej nie dostrzegł, że owa samica była w ciąży. Nie był to jednak koniec niesamowitych wydarzeń. Tej nocy Eric miał dziwne wrażenie, że słyszy w głowie ten sam płacz samicy. Być może z nadmiaru wrażeń a być może nie. Kolejnego dnia samica, określana w DDC imieniem Sarana, przypłynęła do plaży, popychając przed sobą nowo narodzone cielę. Gdy na brzegu pojawił się Eric, skierowała się od razu do niego. Młode nie żyło. Nikt nie mógł już pomóc. Ale to wydarzenie na zawsze zmieniło Erica, który na dobre porzucił wspinaczkę i zajął się delfinami.

Równie niesamowitą historią było 2,5 roku opieki Eric’a nad dzikim delfinem Dolphy, samicą, która samotnie pojawiła się w marinie małej nadmorskiej miejscowości Collioure we Francji. Ponieważ po emisji legendarnego filmu "Wielki Błękit" każdy chciał pływać z delfinem, zadaniem Eric’a było chronić Dolphy przed szaleństwem turystów. Władze miasta zapewniły mu mieszkanie, zodiak i wszelkie niezbędne środki, by mógł zadbać o bezpieczeństwo zwierzęcia a jednocześnie o to, by Dolphy pozostała w Collioure, będąc przez bardzo długi okres niezwykłym turystycznym magnesem. Te długie miesiące codziennego, wielogodzinnego obcowania z Dolphy stały się najlepszą szkołą behawioru delfinów i komunikacji z tymi ssakami morskimi.

Może właśnie dzięki wcześniejszym kontaktom z Dolphy happy end’em zakończyła się historia budowania zaufania z grupą dzikich delfinów pasiastych, które przypłynęły do francuskiego portu, na wyspie Embiez, gdzie Ericowi udało się uwolnić jednego z  nich od wędkarskiego haka, który tak nieszczęśliwie wbił się zwierzęciu, że uniemożliwiał normalne polowanie i jedzenie...

Tydzień na łodzi z Ericem pokazał mi, dobitnie jak bardzo my wszyscy, jako miłośnicy morza i morskiej fauny, pływajac i nurkując, mamy wpływ na dobrostan delfinów.

Gdy rozmawialiśmy w grupie z Eric’em o poszczególnych spotkaniach z delfinami i analizowaliśmy materiał  foto-video,  Eric zwracał nam uwagę na kilka rzeczy, które nam jako nurkom albo nie przychodzą do głowy (nie mamy po prostu tej świadomości), albo ignorujemy je, zafascynowani samym faktem przebywania tuż obok dzikiego delfina.

Po nocnym polowaniu i pokonaniu znacznych odległości delfiny potrzebują snu i odpoczynku. Przybywają od lat na rafy określane mianem "dolphin house", bo ich umiejscowienie i ukształtowanie daje zwierzętom możliwość schronienia przed prądami, przed rekinami. Delfiny śpią, jednocześnie pływając. Ludziom wydaje się, że skoro się przemieszczają, a nawet pływają niedaleko łodzi, to zapewne nie przeszkadza im kontakt z turystami. Fakty są jednak takie, że to my pojawiamy się na ich „sennej marszrucie” i że zodiaki z turystami zazwyczaj wyrzucają do wody ludzi bezpośrednio na trasie zwierząt, przecinając im po prostu drogę. Operatorzy łodzi nie respektują przy tym najczęściej godzin snu delfinów. A tak naprawdę powinniśmy powstrzymać się od interakcji z delfinami czasami aż do godz. 13.00 czy 14.00 Rzecz  w tym, że łodzie dzienne przypływają na delfinie rafy około 9.00 czy 10.00 i chcą odpływać około 15.00. Biznes jest biznes.

Kolejna sprawa to "osaczanie" pojedynczych delfinów. Jeśli spotykamy pod wodą pojedynczego delfina, to już sam ten fakt powinien nas zastanowić. Być może jest to zwiadowca, sprawdzający czy na rafie jest bezpiecznie. Jeśli napotka wiele łodzi i tabuny ludzi w wodzie wokół siebie, wróci zapewne do stada z niedobrą "wieścią" i delfiny będą skazane na dodatkowy wysiłek szukając innego miejsca na odpoczynek. A o takie wcale nie jest łatwo.

A być może jest to chory osobnik, który nie ma siły podążać za stadem, jest przy tym i tak bardzo zestresowany, często głodny i osłabiony. Presja nurków, freediverów i zwykłych turystów pogłębia tylko traumę. Zwłaszcza jeśli takiego delfina otoczy kilkanaście a może i kilkadziesiąt osób, jeśli duża grupa nurków na skuterach podąża za nim przez wiele minut a na dodatek jeśli kilku turystów koniecznie próbuje dotknąć delfina. Z tym wszystkim mieliśmy niestety do czynienia na Shaab el Erg. 

Ale nie przeszkadzało to ani namolnym freediverom z jednej z łodzi, ani niezmordowanie ścigającym go na podwodnych skuterach nurkom. Warto tu dodać, że ściganie i dotykanie dzikich delfinów jest przestępstwem w świetle prawa egipskiego.

Jeśli takie zjawiska będą się wciąż nasilać, delfiny znikną ze swoich dotychczasowych siedlisk. A my utracimy możliwość naturalnych  kontaktów z tymi morskimi plemionami. Dobrze, że ludzie tacy jak Eric Demay pomagają nam zrozumieć, jak te kontakty powinny przebiegać dla dobra obu stron.

Ten wpis czytano 378 razy.
Odsłon: 51796
Jakub Banasiak
Zoopsycholog, pedagog. Członek Dolphinaria-Free Europe Coalition. Wolontariusz Tethys Research Institute, CRRU i współpracownik Marine Connection
<< Sierpień 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »